![Zakreć Śmigłem Fest 2026 [FOTORELACJA] Zakręć Śmigłem Fest 2026](https://api.fleszevents.pl/uploads/zakonczenie_0001_651f5b7f52.jpg)
Foto: Skin
Organizacja festiwalu muzycznego to ogromne przedsięwzięcie. Zarówno z punkt uwidzenia logitycznego jak i finansowego. Mimo niebotycznego nakładu pracy oraz nerwów, które nierzadko towarzyszą przy jego organizacji, z roku na roku w Polsce debiutują kolejne wydarzenia poświęconego muzyce alternatywnej typu punk, rock czy metal.
Nie inaczej jest w przypadku całkiem świeżego Zakręć Śmigłem Fest, który debiutował w sierpniu 2025 roku w Mikstacie. Organizatorem festiwalu jest Stowarzyszenie Nieznanych Muzyków, a jednym z jego członków jest m.in. Łukasz, wokalista zespołu Garażowy Raj, który odezwał się do nas przy okazji drugiej edycji ZŚF. Na krótko przed imprezą potwierdziliśmy przyjazd, a ponieważ część naszych znajomych również wybierała się w tym roku do Mikstatu, nie mogliśmy się nie pojawić.
Co możemy powiedzieć już teraz o imprezie? Posłużę się nieśmiertelnym cytatem: ,,mają rozmach s*******y!’’.
Dzień 1: Helikopter, piana party, taneczny wir i bezkompromisowy punk rock
Do Mikstatu zajechaliśmy po 15:00 i tym samym nie załapaliśmy się na „Przemarsz Śmigłem”, czyli najbardziej zakręcony pochód, podczas którego każdy z uczestników musiał być w posiadaniu czegoś, co przypominało lub po prostu było śmigłem. W tym miejscu pytanie do Was: czy gdybym powiedział, że jeden z uczestników przyleciał na festiwal prywatnym helikopterem, to uznalibyście mnie za nienormalnego? Nie? A, to w porządku, bo tak się składa, że faktycznie jedna z osób przyleciała własnym śmigłowcem, ale jak szybko się pojawił, tak szybko się ulotnił. Nie widzieliśmy tego zdarzenia na własne oczy, ale na szczęście w Internecie nic nie ginie. Nie załapaliśmy się także na występ zespołu Wylew, który otwierał festiwal (ale widzieliśmy go w akcji jako otwieracza tegorocznego Rock na Bagnie ;)).
Standardowo w pierwszej kolejności udaliśmy się po blachy. Przed główną bramą poznaliśmy Arka - pomysłodawcę Zakręć Śmigłem Fest. Nie musieliśmy nawet mówić, skąd jesteśmy, ponieważ od razu rzuciły mu się w oczy nasze robocze koszulki i chwilę później osobiście wręczył nam plakietki. Nie ukrywam, chłop już na dzień dobry zrobił pozytywne wrażenie. Jeszcze szybkie wyjaśnienie, co gdzie się znajduje, Pancerżaba poleciała rozbijać obóz u znajomych, a ja udałem się w kierunku sceny, na której grał już drugi z zaproszonych zespołów, Prawda.

Po przekroczeniu bramy z wolno kręcącym się śmigłem u góry oraz ominięciu natrysków (które chyba wtedy były jeszcze wyłączone), moim oczom ukazała się potężna przestrzeń. Rozumiem być przygotowanym na przyjazd ogromu ludzi, ale organizatorzy zajęli teren aż z nadmiarem, co w konsekwencji powodowało efekt pustki. Idąc od głównej bramy, po lewej stronie znajdowała się strefa gastro z widokiem na scenę, a za nią mini strefę kids. Po prawej stronie ciągnęła się wspomniana scena z zapleczem, natomiast idąc bardziej w głąb festiwalu mijaliśmy stoisko z merchem, Kurde Shop oraz namiot z giełdą muzyczną. Dalej była już tylko przestrzeń dla ducha świętego. Może warto byłoby trochę zmniejszyć te pole?
Wracamy do koncertów. Dla formacji Prawda występ na drugiej edycji ZŚF był jednym z trzech ostatnich koncertów, po których kapela zawiesiła działalność. Mimo panującego gorąca zespół zagrał na pełnej k****e, a pod barierkami rozkręcało się solidne pogo. W ogóle, jak na piątkowe popołudnie na polu było całkiem sporo ludzi, co nie zdarza się nawet w przypadku imprez z kilkuletnim stażem. Rokowania jak na razie były dobre, a jak pokazały późniejsze koncerty, frekwencja wcale nie malała, ale do tego jeszcze sobie wrócimy.

Po Prawdzie na scenie zameldował się De Łindows i tu proszę państwa lejce zostały spuszczone. Oprócz obowiązkowego pogo oraz wszechogarniającego kurzu, basista zespołu zaprosił całą publikę do wężyka. W międzyczasie na polu pojawił się beczkowóz, który nie tylko podlał glebę, ale również schłodził samych uczestników, a jeżeli komuś było mało wrażeń, to równolegle z koncertem trwało piana party. Słowem - czego lub kogo tutaj nie było.
Równie pozytywnie było podczas koncertu zespołu Koniec Świata, aczkolwiek nigdy nie był to mój ulubiony zespół. Zawsze gdzieś mi było nie po drodze z nim. Tym bardziej jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że ten sam zespół potrafi zagrać mocniej i szybciej. Chłopy wprowadziły publikę w taki wir tańcowania, że „roztańczony Narodowy” przy nich się chowa. Niektórych wręcz zmiotło z planszy. Kółeczka, walczyki, wioślarze, pogo i masa piłek plażowych w powietrzu. W tłumie można było spotkać nawet Cybermariana. Koncert zakończył się wraz z zajściem słońca, a to oznaczało że powoli zbliżaliśmy się do końca dnia pierwszego.

Kolejna w rozpisce była legenda polskiej sceny punk rock, grupa Farben Lehre. Cóż można tu rzec? Był to po prostu prawidłowo zagrany koncert. Nie zabrakło szlagierów typu ,,Matura’’, ,,Spodnie z GS-u’’, ,,Ferajna’’, czy ,,Anioły i Demony’’. Ten ostatni został wykonany z gościnnym udziałem Victorii z zespołu Leniwiec (gwiazda wieczoru pierwszego dnia). Parę osób poleciało na fali, a Wojtek Wojda zszedł nawet do publiki w celu zbicia kilku piątek. Ponad godzinny koncert upłynął w dość szybkim tempie, a przed nami pozostała tylko gwiazda pierwszego wieczoru.
Jak to kiedyś powiedziała mi Pancerżaba: ,,Leniwiec nie ma złych koncertów’’ i coś w tym jest. Zajebiście słuchało się tego 2 lata temu na Rock na Bagnie i nie inaczej było tym razem na drugiej edycji Zakręć Śmigłem Fest. Nieważne, gdzie zespół ma zagrać koncert, on zawsze zaraża wszystkich swoją pozytywną energią.
W trakcie koncertu, a dokładnie podczas wykonywania utworu „Krzychu” (?), miało jednak miejsce jedno niepokojąca zdarzenie, kiedy to Victoria szybko zeszła ze sceny. Na szczęście po dłuższej chwili wokalistka powróciła i z powrotem dołaczyła do chłopaków, dokańczając koncert. W trakcie show nie zabrakło również (chyba) stałego elementu ze wspólnym występem z najmłodszymi słuchaczami. Na zakończenie kapela zaprosiła na scenę organizatorów Zakręć Śmigłem Fest i zagrała „House Of The Rising Sun” The Animals.

Pierwszy dzień koncertowy dobiegł końca i co warte zaznaczenie, obeszło się bez poślizgów. Po wspólnej fotce z publiką udaliśmy się na mały afterek na backstage’u i koło 2 nad ranem wylądowaliśmy w namiocie. O dziwo noc przebiegła spokojnie, bez zbędnego darcia ryja wokoło (ale spokojnie, co się odwlecze, to nie uciecze).
Dzień 2: Upał, konkurs kapel, wjazd traktorem i wielki finał
Sobotni poranek zacząłem od szybkiej wycieczki wokół pola namiotowego oraz parkingu (przebitki pojawią się w recapie). Na godzinę 11:00 był również zaplanowany Luźnym, Towarzyski Bieg na 5 km...no ale chyba nikogo nie zaskoczę tym, że nas tam nie było xD
Główna część koncertowa została zaplanowana na godzinę 14:00. To właśnie wtedy miał rozpocząć się konkurs ,,Muzyczne Świry na Zakręć Śmigłem Fest’’. W międzyczasie czekała nas walka z żywiołem, tzn. upałem. Pamiętacie ten piekarnik z końca czerwca z temperaturą sięgającą blisko 40 stopni? No to drugiego dnia w Mikstacie miało być podobnie, tak koło 35 stopni. Wbrew jednak pozorom Słońce nie paliło aż tak bardzo. W tym miejscu nie mogę nie wspomnieć o jednym elemencie, który zarówno mi, Pancerżabie, jak i każdemu będącemu na zapleczu zryło beret.
Basen. Dosłownie, ekipa z ZŚF postawiła sobie na backstage’u duży, dmuchany basen, w którym można było normalnie zamoczyć tyłek i się ochłodzić. Nawet mieli specjalne mocowane uchwyty na kubki. Powtórzę zdanie, które już raz tu padło oraz było wielokrotnie powtarzane w trakcie imprezy: ,,mają rozmach s*******y!’’.

Wracamy jednak do koncertów. Jak wspomniałem wcześniej, dzień zaczęliśmy od konkursu ,,Muzyczne Świry na Zakręć Śmigłem Fest’’. Do udziału zgłosiło się 86 kapel z całej Polski, a jury wytypowało finałową trójkę: zespoły Virya (djent), Human Shape (szeroko rozumiany rock) oraz How We Met (kalifornisjki punk/rock). Każda z kapel otrzymała ok. 30 minut na wykonanie maksymalnie 4 utworów. Mimo niesprzyjającej aury pogodowej i, co za tym idzie, niskiej frekwencji pod samą sceną, zespoły ani myślały poddać się bez walki.
Zwycięzca mógł być tylko jeden i po krótkiej naradzie jury zdecydowało, że konkursu wygrywa pochodzący z Olsztyna zespół How We Met! Kapela nie tylko zgarnęła nagrodę w postaci sesji nagraniowej w studio No Fear Records o wartości 1000 PLN, ale również będzie mogła za rok ponownie wystąpić na Zakręć Śmigłem Fest, ale tym razem jako otwieracz festiwalu.

Po zakończonym konkursie przyszła pora na koncert grupy Offensywa. Oj, dawno już nie słyszałem tego trio na żywo. Ostatni raz to był chyba Czochraj Bobra Fest (na grubo przed pandemią) albo Przystanek Woodstock w 2019 roku. Na szczęście bracia Borkowscy nie wyszli z wprawy - zarówno z grania jak i robienia przypału na scenie. Koncert rozpoczął się z delikatnym poślizgiem oraz komunikatem, że słuchanie muzyki Offensywa może doprowadzić do nieodwracalnego uszczerbku na zdrowiu oraz utraty godności człowieka. No cóż, do poziomu Lej Mi Pół trochę chłopakom brakowało, co nie zmienia jednak faktu, że zabawa była przednia. Podczas gdy zespól dopinał ostatnie szczegóły, niedaleko odbywało się kolejne piana party.
Po Offensywie przyszła pora na gospodarzy festiwalu, czyli zespół Garażowy Raj. To oni po raz drugi zorganizowali własny festiwal. To oni po raz drugi podjęli się szczególnie karkołomnego w tych czasach przedsięwzięcia i to oni ugościli nas wszystkich najlepiej jak potrafili. Zakręcona ekipa postanowiła zrobić show już na wejściu, w związku z czym zajechali pod scenę traktorem, ledwo mieszcząc się w kabinie kierowcy. Kierowcą tego ,,lamborghini’’ był nie byle kto, bo sam Prezes Stowarzyszenia Dżentelmeni Metalu (pamiętacie jeszcze koncert Gutalax na Bangarang?).
Po tak spektakularnym wjeździe, chłopaki weszli na scenę po drabinie i rozpoczęli występ od wałkowanego przez cały festiwal ,,Zakręć Śmigłem’’ (prośba na przyszły rok o poszerzenie playlisty pomiędzy koncertami :>). Koncert przyciągnął sporo osób, a pod sceną rozpętał się istny młyn. Na sam koniec chłopaki zrobili coś niesamowitego - razem z publiką odśpiewali „Sto lat” dla pani Joli z Restauracji Rozmaryn, która dbała o nasze brzuchy przez całe dwa dni festiwalu.

Po Garażowym Raju przyszła kolej na zespół Zacier. Tu kolejna miła niespodzianka, ponieważ mistrz alternatywnego rocka i humoru z pogranicza absurdu zagrał w iście punkowym stylu. ,,Odpad atomowy’’, ,,Kebab w cieńkim cieście’’, pierwsze z brzegu przykłady utworów, które nabrały zupełnie innego życia. Niestety, ekipa Zaciera nie mogła liczyć na podobną frekwencję, co Garażowy Raj, co bardzo smuci, gdyż naprawdę był to kolejny z wielu pozytywnych punktów tego festiwalu (nawet Jezus wpadł na koncert).
Słońce zaszło na dobre, a to znaczy, że festiwal chylił się ku końcowi. Nim to jednak nastąpiło, na scenie pojawiła się jedna z dwóch gwiazd dzisiejszego wieczoru. Najpierw zespół Turbo, który został zapowiedziany wspólnie z Prezesem SDM. Tu, podobnie jak w przypadku Farben Lehre, nie mam za wiele do powiedzenia. Grupa zaczęła od trzech numerów z ostatniego albumu „Blizny”, po czym poleciały już znane i lubiane szlagiery z „Dorosłe Dzieci” na koniec. Na „Szalony Ikar” poszedłem w pogo z kamerką, ale na nagraniu uja w sumie widać. Nie był to też jakiś wielki mosh, ale trafiłem na paru zapaleńców, którzy trzymali formę do samego końca.
Nie mniej gdzieś w połowie koncertu zawinąłem się do obozu, aby wrócić jakoś na dwa numery przed końcem. Zbliżając się do sceny widziałem, jak na górę wbiega Tomek z TMP-Art, bo co się okazało - kapela zwyczajowo robi sobie wspólną fotkę z publiką przed ostatnim numerem. Nie zdążyłem zdjąć dekielka z obiektywu, jak było już po temacie. Wzruszyłem ramionami i udałem się na backstage.

Festiwal zakończyła widziana już przez nas w tym roku Stacja B. Chyba nie narażę się na oklep ze strony fanów Turbo jeśli powiem, że to właśnie kapela z Ustrzyk Dolnych przyciągnęła największy tłum tego dnia. Ludzi było tyle, że barierki ,,latały’’ w tę i nazad. W trakcie wykonywania utworu ,,Jeden dzień anarchii’ na scenę wbił Łukasz, który oficjalnie podziękował wszystkim za pomoc przy organizacji Zakręć Śmigłem Fest, jak również samym uczestnikom za przybycie do Mikstatu. Po krótkim ,,dziękujemy’’ Stacja B. dokończyła koncert, a na scenie zapanowało taneczne szaleństwo.
Po wszystkim kapela zrobiła sobie wspólne zdjęcie ze wszystkimi (sory za ucięty kadr) i druga edycja ZŚF definitywnie dobiegła końca…a przynajmniej tak miało być, gdyż oto na scenę wbiła zbłąkana gwiazda…Krzysiek z Offensywy! Gitarzysta z szerokim uśmiechem na gębie szybko doszedł do wniosku, że ,,chyba się spóźnił i to koniec imprezy’’. Osobiście jednak podziękował ekipie z Garażowego Raju za organizację festiwalu, a do Łukasza skierował słowa: ,,Chłopie! Zrobiliście festiwal! Czy ty to rozumiesz?!’.’

W niedzielę zrobiliśmy jeszcze rundkę na backstage. Po drodze natknęliśmy się Arka, po którym widać było, że podobnie jak ja, miał ciężką noc (nie pozdrawiam osobnika, który darł wtedy mordę na całe pole). Spotkaliśmy również Łukasza, z którym zawczasu pożegnaliśmy się i podziękowaliśmy za zaproszenie.
Podsumowując - było genialnie! Mimo ogromnej przestrzeni, na festiwalu panował bardzo kameralny klimat. Udało nam się poznać ciekawych ludzi oraz miło spędzić czas w rytmie punk rocka. Liczymy zatem na to, że przyszłości dane nam będzie raz jeszcze zakręcić śmigłem!
Pamiętacie, jak na początku wspomniałem, że organizacja festiwalu w tych czasach wiąże się z naprawdę wysokimi kosztami? Niestety te w tym roku przerosły organizatorów ZŚF. Jeżeli podobnie jak my uważacie, że ZŚF to jedna z lepiej przemyślanych imprez, którą napędza przede wszystkim niesamowicie pozytywny vibe, to już teraz możecie wspomóc Stowarzyszenie dowolną wpłatą. Cytując oficjalny post:
Każde, nawet najmniejsze wsparcie, ma dla nas ogromne znaczenie. Razem tworzymy ekipę kręcącą jednym wielkim śmigłem.
Dane do przelewu znajdziecie w poście na FB.
Poniżej przykładowe zdjęcia oraz zapraszamy do obejrzenia pełnej galerii.
Już wkrótce wleci recap.


























































Tagi: