
Foto: Skin
Tegoroczna odsłona Rock am Palast - największego, bezpłatnego festiwalu muzyki alternatywnej na Opolszczyźnie - odbyła się w dniach 17–19 lipca 2026 roku. Choć impreza tradycyjnie miała zagościć w malowniczym parku przy pałacu w Rozkochowie, organizatorów dopadła prawdziwa seria nieprzewidzianych zdarzeń. Ostatecznie wydarzenie przeniesiono do Nysy, a my zameldowaliśmy się na miejscu w finałowy dzień imprezy. Jak wyszło? Zapraszamy na naszą relację!
Z Rozkochowa do Nysy: Logistyczny rolerkoster przed startem
Organizatorzy ze Stowarzyszenia Opolska Scena Alternatywna na dwa tygodnie przed wydarzeniem zostali postawieni pod ścianą. Z powodu trwającego remontu pałacu w Rozkochowie imprezę postanowiono pierwotnie przenieść na oddalone o 300 metrów boisko. Sytuacja zmieniała się jednak dynamicznie - ostatecznie festiwal w ogóle nie mógł odbyć się w pierwotnej lokalizacji.
W trybie awaryjnym imprezę przeniesiono do Fortu Prusy w Nysie. Miejscówka ta w tym samym czasie gościła wydarzenie COŚ na Forcie Pruskim, tworzone przez gospodarzy obiektu, Grupę Sowilo oraz Drużynę Czarnego Orła. Wszystkie ekipy połączyły siły, tworząc podwójny event.
Na tym jednak nie koniec zawirowań. W pierwszy dzień festiwalu okazało się, że z powodu choroby z sobotniego line-upu wypadł zespół Alhena. Ich miejsce rzutem na taśmę zajęła grupa .WAVS, co wywołało drobne przesunięcia w harmonogramie i kolejności występów.
Niedzielna wyprawa „na partyzanta”
Do Nysy dotarliśmy dopiero w niedzielę. Z jednej strony wciąż kończyłem relację z festiwalu Rock na Bagnie, z drugiej - aura za oknem wybitnie nie zachęcała do wyjazdów. Na szczęście Pancerżaba wzięła sprawy w swoje ręce, rzucając szybkie: „jedźmy na te forty, nigdy tam nie byłam!”. No i co zrobisz, jak nic nie zrobisz?
Wyjechaliśmy około godziny 14:00, będąc święcie przekonany, że festiwal startuje o 16:00. Wjeżdżając do Nysy przywitała nas ściana deszczu, a do mnie dotarło, że impreza zaczyna się planowo o 16:45. Ehhh. Zgodnie ze wskazówka, auto zostawiliśmy kilkaset metrów przed Wieżą Ciśnień i udaliśmy się w kierunku Fortu.
Fort Prusy – klimat czeskiego Brutal Assault w wersji mikro
Po przejściu klimatycznym korytarzem wyszliśmy na główny plac Fortu Prusy. Pierwsza myśl? Kawał dobrej przestrzeni! Jednym miejsce to przypominało Gród Rycerski w Byczynie, znany z Black Silesia Open Air. Dla mnie ma w sobie coś z czeskiej Twierdzy Josefov, gdzie odbywa się Brutal Assault - tyle że w dużo mniejszej skali.
Szybki obchód po placu, bezalkoholowe piwo na orzeźwienie i czekaliśmy na oficjalny start. W międzyczasie ekipa TVP Opole przeprowadzała wywiad z Natalią Rygier – szefową całego zamieszania i wokalistką zespołu Misscore (gwiazdy piątku). Chwilę później udało nam się z nią zamienić parę słów oraz poznać Wiktora, kierownika Fortu Prusy. Dłuższą konwersację przerwała jednak akcja wywożenia pełnego ToiToia (ahhh, zapachniało koncertem Gutalax).
Koncerty finałowego dnia
Około godziny 17:00 deszcz odpuścił na tyle, że na scenie zameldował się pierwszy zespół - VivieN. Mieszanka post-hardcore'u, nu rocka i mocnej elektroniki przyjemnie poniosła się po murach fortu. Choć to stylistycznie nie do końca moje klimaty (w przeciwieństwie do Pancerżaby, która bawiła się doskonale), był to bardzo solidny strzał na pobudzenie. W trakcie koncertu ktoś z tłumu rzucił zdanie o jakiś tutejszych kozach, co miało wyjaśnić się niedługo później.
Po sprawnie przeprowadzonej przepince warszawski Leashe Eye uderzył z materiałem z najnowszego krążka „Destination: 125”. Wokalista od razu zaznaczył, że „harmonogram jest napięty jak plandeka na Żuku albo na Nysie”, więc grupa bez zbędnego gadania serwowała potężne porcje autorskiego „hard truckin’ rocka”. Solówka w utworze „Open Up Chris” pozamiatała - w tym momencie żałowałem, że nie zabrałem ze sobą aparatu.
Przy okazji spotkaliśmy Tomka z TMP-Art, w rozmowie z którym wyjaśniła się zagadka wspomnianych kóz. Otóż okazuje się, że nad Fortem pasą się... prawdziwe kozy i owce! Stado przebiegło nam zresztą tuż przed oczami. Ciekawe, czy te skubańce odwiedzały również pole namiotowe? Wyobraźcie sobie. Budzicie się, wczorajsi. Otwieracie namiot, a w progu wita was owca albo koza.
Po koncercie wyszło słońce, złapaliśmy trochę ciepła przy ogniu i udaliśmy się na szybkie zwiedzanie Fortu. W tym samym czasie na deskach zameldował się Sick Saints, przyjeżdżając do Nysy prosto z festiwalu w Jarocinie. Pod sceną pojawiliśmy się z małym poślizgiem, ale ich autorski „brutal glam” z miejsca nas kupił. Świetna energia płynąca ze sceny była w stanie przyciągnąć najbardziej oporną publikę. Sprawdźcie numer „Redyk”. Na żywo brzmi zdecydowanie lepiej!
Słodko-gorzki finał
Po występie Sick Saints nastąpiło oficjalne podsumowanie weekendu organizowanego przez COŚ na Forcie Pruskim. Rozdano nagrody za sobotnie konkursy oraz odbyły się dodatkowe pokazy, w tym Fireshow w wykonaniu Adama Sparka.
Niestety, pokazy ognia trochę przeciągnęły się w czasie. O 21:45 na scenie powinna grać już formacja Derwana (na którą bardzo czekała Pancerżaba). Zamiast muzyki było jednak dalsze wyczekiwanie, a coraz chłodniejszy wieczór i późna pora zmusiły nas do udania się w stronę samochodu. Jeszcze próbowaliśmy dorwać Natalię, aby się pożegnać, ale po kilku minutach poszukiwań opuściliśmy Fort.
Podsumowanie: Czy Rock am Palast zostanie w Nysie?
Mimo zawirowań czasowych (który festiwal ich nie ma?) nasza ocena imprezy jest zdecydowanie pozytywna. Ekipa ze Stowarzyszenia Opolska Scena Alternatywna wyszła obronną ręką z gigantycznego kryzysu logistycznego, w paręnaście dni przenosząc cały festiwal w nowe miejsce.
Fort Prusy w Nysie okazał się lokalizacją z niesamowitym potencjałem na organizację dużych wydarzeń muzycznych. Czy impreza powróci tu w kolejnej edycji? Nikt nie mówi „tak”, ale nikt też nie mówi „nie”. Mamy nadzieję, że władze Nysy dostrzegą ten potencjał i wesprą kolejną odsłonę wydarzenia!
Tagi: